sobota, 9 kwietnia 2011

Pink Floyd: "The Wall" - incydent, który stał się inspiracją. Ze wspomnień Nicka Masona

Bezpośrednią inspiracją dla artystycznej koncepcji projektu "The Wall" był incydent, jaki wydarzył się podczas koncertu na Stadionie Olimpijskim w Montrealu, w ramach trasy "Animals"
Nad tym gigantycznym obiektem góruje futurystycznie wyglądająca wieża. Jej ogromna wysokość nie sprzyjała nawiązywaniu przyjaznej i ciepłej relacji z dziesiątkami tysięcy widzów.
W pobliżu znalazła się niewielka, ale bardzo hałaśliwa grupa fanów. Ich zachowanie mogło być pochodną zażycia dużej ilości środków odurzających i jednocześnie niewielkiej uwagi, jaką poświęcali muzyce. Ponieważ stali z przodu, byli dla nas doskonale słyszalni, a ich zachowanie oddawało w naszym przekonaniu nastroje całej publiczności W przerwie pomiędzy jakimiś dwoma kawałkami zaczęli wykrzykiwać żądania, co mamy zagrać. W pewnym momencie Roger wypatrzył szczególnie uciążliwego kolesia krzyczącego na całe gardło "Roger zagraj Careful With That Axe, Eugene!", stracił cierpliwość i po prostu splunął na natrętnego fana.
Sytuacja była niezwykła, a wręcz idiotyczna. Od czasu rozstania z Sydem to Roger był naszym rzecznikiem na scenie. Ten wypadek uświadomił mu i nam, że nawiązanie właściwego kontaktu z publicznością stawało się coraz większym problemem.
Incydent z opluciem zdenerwował nas, ale stał się twórczym bodźcem dla Rogera. Wkrótce miał już gotowy szkic większej formy na temat zarówno duchowego, jak i fizycznego podziału między widzami a artystami.

wtorek, 15 marca 2011

Proces komponowania z psychologicznego punktu widzenia


Istotą tworzenia (komponowania) jest powoływanie do istnienia nowych ukształtowań dźwiękowych. Tworzenie to nie tylko komponowanie nowych utworów, ale również konstruowanie koncepcji wykonawczych, opracowywanie istniejących kompozycji. Czynności tworzenia są trudniejsze do uchwycenia i zanalizowania, ponieważ łączą się ściśle z cała osobowością twórcy, jego filozofią, postawą, umysłowością, charakterem.

Tworzenie (w zależności od typu twórcy) jest bardziej lub mniej autonomiczne muzycznie. W pierwszym wypadku chodzi o działalność czerpiącą podniety ze zjawisk dźwiękowo-muzycznych, z samego surowca muzycznego, tj. brzmienia (na ogół chodzi tu o instrumentalistów). Kierunek mniej autonomiczny reprezentują kompozytorzy czerpiący impulsy ze świata zdarzeń historycznych, przeżyć, emocji (gł. kompozytorzy operowi).
Zdarza się, że dany twórca przyjmuje kolejno różne postawy (uniwersalizm – np. Strawiński). Ze strony psychologicznej najistotniejszy jest fakt, że każdy kompozytor czerpie z przeszłości podstawowe elementy, układy brzmieniowe, przekształcając je w zależności od swej osobowości. Efekt tego procesu zależy z jednej strony od bogactwa przeżyć muzycznych i pozamuzycznych, z drugiej od podstawowych cech typologiczno-charakterologicznych danego twórcy (np. temperament).

Biorąc za punkt wyjścia obie przedstawione wyżej postawy można ustalić kilka prawidłowości w procesie tworzenia.
Jeżeli punktem wyjścia jest przeżycie zdarzeń pozamuzycznych, wówczas kompozytor albo usiłuje oddać muzyką typ nastroju i emocji (odpowiednią melodyką albo harmoniką), albo ilustruje cechy samego zjawiska, które go zainteresowało. Mamy wtedy do czynienia z muzyka programową.
Gdy natomiast punktem wyjścia jest jakieś fascynujące brzmienie samo w sobie (jakiś nowy akord, melodia) kompozytor, koncentrując się na analizie tego brzmienia tworzy nowe układy, sztukę abstrakcyjną, nie zawierającą żadnego programu muzycznego.
W pierwszym wypadku większe znaczenie ma poziom wiedzy i kultury kompozytora , w drugim – ściśle muzyczna wyobraźnie i fantazja. Warto tutaj przypomnieć fakt znany w psychiatrii, że maniacy i schizofrenicy lub osobnicy ograniczeni umysłowo często tworzyli dzieła niezwykle ciekawe o swoistych „wartościach” estetycznych. Tworzy je także na swój sposób przyroda (słoje drzewa, uwarstwienie skalne, „malarstwo mrozu”) lub działanie przypadkowe.

Jan Wierszyłowski, Psychologia muzyki

czwartek, 10 marca 2011

Żywa legenda

O wielu zespołach rockowych mówiono i pisano w swoim czasie, że wyróżniają się wśród innych, że dokonały pionierskich odkryć, zapoczątko­wały jakiś nowy kierunek, czy też pozostawiły po sobie fenomenalne, niepowtarzalne płyty. Nieraz były to tylko eksklamatoryjne zachwyty podyktowane bezkrytycznymi emocjami chwili. Szczególnie często zdarzało się to w latach osiemdziesiątych, kiedy to prawie każdemu przykle­jano etykietkę nowego Mesjasza. Jeśli jednak ktoś chciałby sporządzić wiarygodną i sensowną listę prawdziwych pionierów rocka, musiałby cofnąć się o prawie 30 lat i przede wszystkim spenetrować lata sześć­dziesiąte. Nawet nie podpierając się żadnymi konkretnymi nazwiskami czy nazwami można od razu stwierdzić, że wtedy dokonano prawie wszystkiego. Czasy były ku temu idealne - muzyka rockowa dopiero rodziła się, nabierała rozmachu i odwagi. Była to w zasadzie pierwsza i jedyna okazja, żeby stworzyć coś oryginalnego. W tamtych latach trzeba było jednak wyjść na scenę i zagrać - nie stosowano jeszcze playbacku, a studio nagraniowe nie przypominało wnętrza statku kosmicznego. Liczyły się tylko pomysły i umiejętności. Jeśli więc gdziekolwiek mamy szukać pionierów - musimy ich szukać w czasach, w których każdy dźwięk trzeba było wypracować samemu. W czasach, gdy nie było komputerów, generato­rów i wszelkiej super-aparatury, pozwalającej kabotynom, nieukom i muzycz­nym analfabetom tworzyć coś z niczego i podpisywać dumnie swoim nazwiskiem.

Trudno sporządzić pełną listę wykonawców, bez których muzyki rockowej nie byłoby w ogóle. Przede wszystkim dlatego, że wielu z nich dołożyło tylko po jednej cegiełce przy tworzeniu rockowych fundamentów. Gdyby jednak ktoś pokusił się o wymienienie przynajmniej dziesięciu bezwzględnie najważniejszych nazwisk czy nazw, na pewno znalazłyby się wśród nich The Beatles i The Rolling Stones, Robert Fripp, Jim Morrison, Gary Brooker, Jimi Hendrix, Syd Barrett i Roger Waters. Nie wspominam już tutaj o Genesis, The Moody Blues, Van der Graaf Generator itd., bo wtedy lista zrobiłaby się przerażająco długa, a wciąż nie wyszlibyśmy poza lata sześćdziesiąte.

Można wszakże śmiało powiedzieć, że pierwszą oryginalną formacją wszechczasów był zespół The Beatles. Bez niego rock zapewne rozwijałby się dalej, ale nie bardzo wiadomo, co by z tego wszystkiego wynikło. John, Paul, George i Ringo nie tylko zapoczątkowali rockowe szaleństwo w Europie (choć muzyki tej nie nazywano jeszcze wtedy rockiem), ale także jako pierwsi odważyli się na eksperymentowanie w studiu i tym samym zapalili zielone światło wielu innym artystom, którzy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych pojawiać się zaczęli niczym grzyby po deszczu.

Cała niepowtarzalna magia lat siedemdziesiątych była tylko wynikiem pierwszych, czasem zupełnie nieśmiałych odkryć dokonanych w poprzedniej dekadzie. I choć wprawdzie wielu krytyków krzywi się na tzw. progresywny rock, nazywając go "pseudo-rockowym smędzeniem", to właśnie w tej dziedzinie dokonano najwybitniejszych nagrań. Przy całym szacunku dla mistrzów rock and rolla - The Rolling Stones, dość trudno odróżnić poszczególne płyty Jaggera, Richardsa i spółki. Są one wypełnione rzetelnie zagraną, jednorodną stylistycznie muzyką rockową realizowaną według pewnej recepty. Natomiast gdy słuchamy płyt King Crimson czy Pink Floyd, na każdej znaleźć możemy coś zupełnie innego, nowego, odkrywczego. Niektóre utwory Procol Harum równać się mogą powagą, rozmachem i nieśmiertelną magią z wybitnymi dziełami muzyki klasycznej. Wiele nagrań Genesis czy Van der Graaf Generator zaskakuje do dziś subtelnością i pomysłowością, do której daleko współczesnym naśladowcom wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt.

Nieliczni twórcy z tamtych czasów działają do dziś, a już naprawdę niewielu z nich potrafi nas wciąż czymś zaskoczyć. Przetrwanie na przestrzeni tylu lat, a także utrzymanie się na tym samym doskonałym poziomie, jest chyba miarą prawdziwego geniuszu. I nawet jeśli ktoś chciałby - całkiem zresztą słusznie - nazwać King Crimson największym fenomenem w historii rocka, pamiętać musi, że zespół ten jest już częścią tej historii. Na scenie pozostała tylko jedna legenda, wciąż żywa i utrzymująca się na szczycie: PINK FLOYD.
Tomasz Beksiński "Pink Floyd. Psychodeliczny fenomen", Rock Serwis, Kraków 1991.

piątek, 4 marca 2011

Jak promować swoją muzykę na MySpace?

MySpace jest fantastycznym sposobem na promowanie muzyki on-line. Każdy artysta lub grupa w dzisiejszych czasach musi mieć swoje konto MySpace. 

Jeśli jeszcze go nie założyliście to zachęcam Was do zarejestrowania się i rozpoczęcia promocji. Zanim to zrobicie, pomogę wam ustalić co jest skuteczne a co nie, abyście mądrze wykorzystali czas, bo uwierzcie mi, można go wiele zmarnować.
Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić, to ustalić co wyróżnia Cię od stada. Twoja strona musi wyglądać inaczej niż strona przeciętnego kowalskiego. Po wprowadzeniu MySpace 2.0 jest łatwiej dopasować wygląd profilu do własnych potrzeb. Możemy skonfigurować każdą część tak aby spełniała nasze wymogi. W razie kłopotów zawsze możemy zapytać wujka Google o gotowe layouty lub jeśli mamy środki zamówić szablon u grafika.
Nie ma zbyt wielu artystów poświęcających czas na promowanie ich stron MySpace, podczas gdy ich własne domeny są ignorowane. Musisz wiedzieć, że MySpace może równie dobrze zniknąć z rynku w ciągu kilku lat. Większość dużych witryn przychodzi i odchodzi, zwłaszcza gdy w grę wchodzą miliony dolarów. Z drugiej strony, firma może się rozwijać, kto wie. W każdym razie lepiej myśleć protekcjonalnie. Najlepszym sposobem jest użycie MySpace'a do skierowania ruchu na Twoją własną witrynę i skuszenie odwiedzających aby dopisali się do newsletterów. Można nawet zamieścić formularz zgłoszeniowy na stronie MySpace. MySpace wykorzystuje HTML, więc dość łatwo można umieścić odpowiedni kod. Gdy Twoi fani wpiszą się na listę możesz wysyłać im np. informformacje, jak mogą taniej kupować Twoje płyty kompaktowe (pomocny może się okazać internetowy sklep z muzyką) czy zapowiedzi zbliżających się koncertów.
Spraw by na stronie panowała dość swojska atmosfera :) Rozmawiaj z fanami i wpisuj komentarze na ich stronach także. Jeśli troszczysz się o nich to oni będą troszczyć się o Ciebie. Fajnie jeśli doda się kilka informacji osobistych o sobie lub członkach zespołu - zawsze jest co poczytać :) Ważne są też zdjęcia. Najlepiej zarówno te robione przez profesjonalistów jak i te prywatne. Oczywiście pozwól też aby fani mogli pobrać jedną lub dwie mp3.
Jak zdobywać nowych fanów na MySpace? Proponuję aby akceptować wszystkich którzy wysłali zaproszenie bez żadnego ale. Sugeruję też nie przesadzać w dodawaniu zespołów do znajomych ponieważ rzadko kiedy będą zainteresowani Twoją muzyką. Jeśli nie masz nic wspólnych przedsięwzięć z danym zespołem to nie powinno Ci zależeć na nim ale na jego fanach. Musisz zastanowić się które zespołu brzmią podobnie do Ciebie i następnie wejść na ich strony w poszukiwaniu fanów. Nie ma jednak sensu rozsyłanie na ślepo zaproszeń do wszystkich znajomych danego zespołu. Skup się na tych, którzy wypisują komentarze - to oni są najaktywniejszymi użytkownikami i słuchają zamieszczonych utworów. Zaproś ich do znajomych i wyślij wiadomość w której powinieneś się przedstawić i zaprosić do odwiedzenia Twojej strony. Najlepiej jeśli poświęcisz takiemu zabiegowi godzinę lub dwie dziennie, po jakimś czasie na pewno zobaczysz efekty. Sama muzyka to nie wszystko, warto wykorzystać do zachęcania także inne formy takie jak Youtube. Do nakręcenia filmików mogą posłużyć aparaty cyfrowe, które nie są obecnie takie drogie a ich jakość jest coraz lepsza.
Mam nadzieję, że niektóre ze wskazówek okażą się pomocne. Życzę owocnych łowów :)
http://artelis.pl/artykuly/17984/jak-promowac-swoja-muzyke-na-myspace