"Sing us a song, a song to keep us warm. There´s such a chill, such a chill" Radiohead
wtorek, 15 marca 2011
Proces komponowania z psychologicznego punktu widzenia
Istotą tworzenia (komponowania) jest powoływanie do istnienia nowych ukształtowań dźwiękowych. Tworzenie to nie tylko komponowanie nowych utworów, ale również konstruowanie koncepcji wykonawczych, opracowywanie istniejących kompozycji. Czynności tworzenia są trudniejsze do uchwycenia i zanalizowania, ponieważ łączą się ściśle z cała osobowością twórcy, jego filozofią, postawą, umysłowością, charakterem.
Tworzenie (w zależności od typu twórcy) jest bardziej lub mniej autonomiczne muzycznie. W pierwszym wypadku chodzi o działalność czerpiącą podniety ze zjawisk dźwiękowo-muzycznych, z samego surowca muzycznego, tj. brzmienia (na ogół chodzi tu o instrumentalistów). Kierunek mniej autonomiczny reprezentują kompozytorzy czerpiący impulsy ze świata zdarzeń historycznych, przeżyć, emocji (gł. kompozytorzy operowi).
Zdarza się, że dany twórca przyjmuje kolejno różne postawy (uniwersalizm – np. Strawiński). Ze strony psychologicznej najistotniejszy jest fakt, że każdy kompozytor czerpie z przeszłości podstawowe elementy, układy brzmieniowe, przekształcając je w zależności od swej osobowości. Efekt tego procesu zależy z jednej strony od bogactwa przeżyć muzycznych i pozamuzycznych, z drugiej od podstawowych cech typologiczno-charakterologicznych danego twórcy (np. temperament).
Biorąc za punkt wyjścia obie przedstawione wyżej postawy można ustalić kilka prawidłowości w procesie tworzenia.
Jeżeli punktem wyjścia jest przeżycie zdarzeń pozamuzycznych, wówczas kompozytor albo usiłuje oddać muzyką typ nastroju i emocji (odpowiednią melodyką albo harmoniką), albo ilustruje cechy samego zjawiska, które go zainteresowało. Mamy wtedy do czynienia z muzyka programową.
Gdy natomiast punktem wyjścia jest jakieś fascynujące brzmienie samo w sobie (jakiś nowy akord, melodia) kompozytor, koncentrując się na analizie tego brzmienia tworzy nowe układy, sztukę abstrakcyjną, nie zawierającą żadnego programu muzycznego.
W pierwszym wypadku większe znaczenie ma poziom wiedzy i kultury kompozytora , w drugim – ściśle muzyczna wyobraźnie i fantazja. Warto tutaj przypomnieć fakt znany w psychiatrii, że maniacy i schizofrenicy lub osobnicy ograniczeni umysłowo często tworzyli dzieła niezwykle ciekawe o swoistych „wartościach” estetycznych. Tworzy je także na swój sposób przyroda (słoje drzewa, uwarstwienie skalne, „malarstwo mrozu”) lub działanie przypadkowe.
Jan Wierszyłowski, Psychologia muzyki
czwartek, 10 marca 2011
Żywa legenda
O wielu zespołach rockowych mówiono i pisano w swoim czasie, że wyróżniają się wśród innych, że dokonały pionierskich odkryć, zapoczątkowały jakiś nowy kierunek, czy też pozostawiły po sobie fenomenalne, niepowtarzalne płyty. Nieraz były to tylko eksklamatoryjne zachwyty podyktowane bezkrytycznymi emocjami chwili. Szczególnie często zdarzało się to w latach osiemdziesiątych, kiedy to prawie każdemu przyklejano etykietkę nowego Mesjasza. Jeśli jednak ktoś chciałby sporządzić wiarygodną i sensowną listę prawdziwych pionierów rocka, musiałby cofnąć się o prawie 30 lat i przede wszystkim spenetrować lata sześćdziesiąte. Nawet nie podpierając się żadnymi konkretnymi nazwiskami czy nazwami można od razu stwierdzić, że wtedy dokonano prawie wszystkiego. Czasy były ku temu idealne - muzyka rockowa dopiero rodziła się, nabierała rozmachu i odwagi. Była to w zasadzie pierwsza i jedyna okazja, żeby stworzyć coś oryginalnego. W tamtych latach trzeba było jednak wyjść na scenę i zagrać - nie stosowano jeszcze playbacku, a studio nagraniowe nie przypominało wnętrza statku kosmicznego. Liczyły się tylko pomysły i umiejętności. Jeśli więc gdziekolwiek mamy szukać pionierów - musimy ich szukać w czasach, w których każdy dźwięk trzeba było wypracować samemu. W czasach, gdy nie było komputerów, generatorów i wszelkiej super-aparatury, pozwalającej kabotynom, nieukom i muzycznym analfabetom tworzyć coś z niczego i podpisywać dumnie swoim nazwiskiem.
Trudno sporządzić pełną listę wykonawców, bez których muzyki rockowej nie byłoby w ogóle. Przede wszystkim dlatego, że wielu z nich dołożyło tylko po jednej cegiełce przy tworzeniu rockowych fundamentów. Gdyby jednak ktoś pokusił się o wymienienie przynajmniej dziesięciu bezwzględnie najważniejszych nazwisk czy nazw, na pewno znalazłyby się wśród nich The Beatles i The Rolling Stones, Robert Fripp, Jim Morrison, Gary Brooker, Jimi Hendrix, Syd Barrett i Roger Waters. Nie wspominam już tutaj o Genesis, The Moody Blues, Van der Graaf Generator itd., bo wtedy lista zrobiłaby się przerażająco długa, a wciąż nie wyszlibyśmy poza lata sześćdziesiąte.
Można wszakże śmiało powiedzieć, że pierwszą oryginalną formacją wszechczasów był zespół The Beatles. Bez niego rock zapewne rozwijałby się dalej, ale nie bardzo wiadomo, co by z tego wszystkiego wynikło. John, Paul, George i Ringo nie tylko zapoczątkowali rockowe szaleństwo w Europie (choć muzyki tej nie nazywano jeszcze wtedy rockiem), ale także jako pierwsi odważyli się na eksperymentowanie w studiu i tym samym zapalili zielone światło wielu innym artystom, którzy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych pojawiać się zaczęli niczym grzyby po deszczu.
Cała niepowtarzalna magia lat siedemdziesiątych była tylko wynikiem pierwszych, czasem zupełnie nieśmiałych odkryć dokonanych w poprzedniej dekadzie. I choć wprawdzie wielu krytyków krzywi się na tzw. progresywny rock, nazywając go "pseudo-rockowym smędzeniem", to właśnie w tej dziedzinie dokonano najwybitniejszych nagrań. Przy całym szacunku dla mistrzów rock and rolla - The Rolling Stones, dość trudno odróżnić poszczególne płyty Jaggera, Richardsa i spółki. Są one wypełnione rzetelnie zagraną, jednorodną stylistycznie muzyką rockową realizowaną według pewnej recepty. Natomiast gdy słuchamy płyt King Crimson czy Pink Floyd, na każdej znaleźć możemy coś zupełnie innego, nowego, odkrywczego. Niektóre utwory Procol Harum równać się mogą powagą, rozmachem i nieśmiertelną magią z wybitnymi dziełami muzyki klasycznej. Wiele nagrań Genesis czy Van der Graaf Generator zaskakuje do dziś subtelnością i pomysłowością, do której daleko współczesnym naśladowcom wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt.
Nieliczni twórcy z tamtych czasów działają do dziś, a już naprawdę niewielu z nich potrafi nas wciąż czymś zaskoczyć. Przetrwanie na przestrzeni tylu lat, a także utrzymanie się na tym samym doskonałym poziomie, jest chyba miarą prawdziwego geniuszu. I nawet jeśli ktoś chciałby - całkiem zresztą słusznie - nazwać King Crimson największym fenomenem w historii rocka, pamiętać musi, że zespół ten jest już częścią tej historii. Na scenie pozostała tylko jedna legenda, wciąż żywa i utrzymująca się na szczycie: PINK FLOYD.
Trudno sporządzić pełną listę wykonawców, bez których muzyki rockowej nie byłoby w ogóle. Przede wszystkim dlatego, że wielu z nich dołożyło tylko po jednej cegiełce przy tworzeniu rockowych fundamentów. Gdyby jednak ktoś pokusił się o wymienienie przynajmniej dziesięciu bezwzględnie najważniejszych nazwisk czy nazw, na pewno znalazłyby się wśród nich The Beatles i The Rolling Stones, Robert Fripp, Jim Morrison, Gary Brooker, Jimi Hendrix, Syd Barrett i Roger Waters. Nie wspominam już tutaj o Genesis, The Moody Blues, Van der Graaf Generator itd., bo wtedy lista zrobiłaby się przerażająco długa, a wciąż nie wyszlibyśmy poza lata sześćdziesiąte.
Można wszakże śmiało powiedzieć, że pierwszą oryginalną formacją wszechczasów był zespół The Beatles. Bez niego rock zapewne rozwijałby się dalej, ale nie bardzo wiadomo, co by z tego wszystkiego wynikło. John, Paul, George i Ringo nie tylko zapoczątkowali rockowe szaleństwo w Europie (choć muzyki tej nie nazywano jeszcze wtedy rockiem), ale także jako pierwsi odważyli się na eksperymentowanie w studiu i tym samym zapalili zielone światło wielu innym artystom, którzy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych pojawiać się zaczęli niczym grzyby po deszczu.
Cała niepowtarzalna magia lat siedemdziesiątych była tylko wynikiem pierwszych, czasem zupełnie nieśmiałych odkryć dokonanych w poprzedniej dekadzie. I choć wprawdzie wielu krytyków krzywi się na tzw. progresywny rock, nazywając go "pseudo-rockowym smędzeniem", to właśnie w tej dziedzinie dokonano najwybitniejszych nagrań. Przy całym szacunku dla mistrzów rock and rolla - The Rolling Stones, dość trudno odróżnić poszczególne płyty Jaggera, Richardsa i spółki. Są one wypełnione rzetelnie zagraną, jednorodną stylistycznie muzyką rockową realizowaną według pewnej recepty. Natomiast gdy słuchamy płyt King Crimson czy Pink Floyd, na każdej znaleźć możemy coś zupełnie innego, nowego, odkrywczego. Niektóre utwory Procol Harum równać się mogą powagą, rozmachem i nieśmiertelną magią z wybitnymi dziełami muzyki klasycznej. Wiele nagrań Genesis czy Van der Graaf Generator zaskakuje do dziś subtelnością i pomysłowością, do której daleko współczesnym naśladowcom wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt.
Nieliczni twórcy z tamtych czasów działają do dziś, a już naprawdę niewielu z nich potrafi nas wciąż czymś zaskoczyć. Przetrwanie na przestrzeni tylu lat, a także utrzymanie się na tym samym doskonałym poziomie, jest chyba miarą prawdziwego geniuszu. I nawet jeśli ktoś chciałby - całkiem zresztą słusznie - nazwać King Crimson największym fenomenem w historii rocka, pamiętać musi, że zespół ten jest już częścią tej historii. Na scenie pozostała tylko jedna legenda, wciąż żywa i utrzymująca się na szczycie: PINK FLOYD.
Tomasz Beksiński "Pink Floyd. Psychodeliczny fenomen", Rock Serwis, Kraków 1991.
piątek, 4 marca 2011
Jak promować swoją muzykę na MySpace?
MySpace jest fantastycznym sposobem na promowanie muzyki on-line. Każdy artysta lub grupa w dzisiejszych czasach musi mieć swoje konto MySpace.
Jeśli jeszcze go nie założyliście to zachęcam Was do zarejestrowania się i rozpoczęcia promocji. Zanim to zrobicie, pomogę wam ustalić co jest skuteczne a co nie, abyście mądrze wykorzystali czas, bo uwierzcie mi, można go wiele zmarnować.
Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić, to ustalić co wyróżnia Cię od stada. Twoja strona musi wyglądać inaczej niż strona przeciętnego kowalskiego. Po wprowadzeniu MySpace 2.0 jest łatwiej dopasować wygląd profilu do własnych potrzeb. Możemy skonfigurować każdą część tak aby spełniała nasze wymogi. W razie kłopotów zawsze możemy zapytać wujka Google o gotowe layouty lub jeśli mamy środki zamówić szablon u grafika.
Nie ma zbyt wielu artystów poświęcających czas na promowanie ich stron MySpace, podczas gdy ich własne domeny są ignorowane. Musisz wiedzieć, że MySpace może równie dobrze zniknąć z rynku w ciągu kilku lat. Większość dużych witryn przychodzi i odchodzi, zwłaszcza gdy w grę wchodzą miliony dolarów. Z drugiej strony, firma może się rozwijać, kto wie. W każdym razie lepiej myśleć protekcjonalnie. Najlepszym sposobem jest użycie MySpace'a do skierowania ruchu na Twoją własną witrynę i skuszenie odwiedzających aby dopisali się do newsletterów. Można nawet zamieścić formularz zgłoszeniowy na stronie MySpace. MySpace wykorzystuje HTML, więc dość łatwo można umieścić odpowiedni kod. Gdy Twoi fani wpiszą się na listę możesz wysyłać im np. informformacje, jak mogą taniej kupować Twoje płyty kompaktowe (pomocny może się okazać internetowy sklep z muzyką) czy zapowiedzi zbliżających się koncertów.
Spraw by na stronie panowała dość swojska atmosfera :) Rozmawiaj z fanami i wpisuj komentarze na ich stronach także. Jeśli troszczysz się o nich to oni będą troszczyć się o Ciebie. Fajnie jeśli doda się kilka informacji osobistych o sobie lub członkach zespołu - zawsze jest co poczytać :) Ważne są też zdjęcia. Najlepiej zarówno te robione przez profesjonalistów jak i te prywatne. Oczywiście pozwól też aby fani mogli pobrać jedną lub dwie mp3.
Jak zdobywać nowych fanów na MySpace? Proponuję aby akceptować wszystkich którzy wysłali zaproszenie bez żadnego ale. Sugeruję też nie przesadzać w dodawaniu zespołów do znajomych ponieważ rzadko kiedy będą zainteresowani Twoją muzyką. Jeśli nie masz nic wspólnych przedsięwzięć z danym zespołem to nie powinno Ci zależeć na nim ale na jego fanach. Musisz zastanowić się które zespołu brzmią podobnie do Ciebie i następnie wejść na ich strony w poszukiwaniu fanów. Nie ma jednak sensu rozsyłanie na ślepo zaproszeń do wszystkich znajomych danego zespołu. Skup się na tych, którzy wypisują komentarze - to oni są najaktywniejszymi użytkownikami i słuchają zamieszczonych utworów. Zaproś ich do znajomych i wyślij wiadomość w której powinieneś się przedstawić i zaprosić do odwiedzenia Twojej strony. Najlepiej jeśli poświęcisz takiemu zabiegowi godzinę lub dwie dziennie, po jakimś czasie na pewno zobaczysz efekty. Sama muzyka to nie wszystko, warto wykorzystać do zachęcania także inne formy takie jak Youtube. Do nakręcenia filmików mogą posłużyć aparaty cyfrowe, które nie są obecnie takie drogie a ich jakość jest coraz lepsza.
Mam nadzieję, że niektóre ze wskazówek okażą się pomocne. Życzę owocnych łowów :)
http://artelis.pl/artykuly/17984/jak-promowac-swoja-muzyke-na-myspace
Jeśli jeszcze go nie założyliście to zachęcam Was do zarejestrowania się i rozpoczęcia promocji. Zanim to zrobicie, pomogę wam ustalić co jest skuteczne a co nie, abyście mądrze wykorzystali czas, bo uwierzcie mi, można go wiele zmarnować.
Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić, to ustalić co wyróżnia Cię od stada. Twoja strona musi wyglądać inaczej niż strona przeciętnego kowalskiego. Po wprowadzeniu MySpace 2.0 jest łatwiej dopasować wygląd profilu do własnych potrzeb. Możemy skonfigurować każdą część tak aby spełniała nasze wymogi. W razie kłopotów zawsze możemy zapytać wujka Google o gotowe layouty lub jeśli mamy środki zamówić szablon u grafika.
Nie ma zbyt wielu artystów poświęcających czas na promowanie ich stron MySpace, podczas gdy ich własne domeny są ignorowane. Musisz wiedzieć, że MySpace może równie dobrze zniknąć z rynku w ciągu kilku lat. Większość dużych witryn przychodzi i odchodzi, zwłaszcza gdy w grę wchodzą miliony dolarów. Z drugiej strony, firma może się rozwijać, kto wie. W każdym razie lepiej myśleć protekcjonalnie. Najlepszym sposobem jest użycie MySpace'a do skierowania ruchu na Twoją własną witrynę i skuszenie odwiedzających aby dopisali się do newsletterów. Można nawet zamieścić formularz zgłoszeniowy na stronie MySpace. MySpace wykorzystuje HTML, więc dość łatwo można umieścić odpowiedni kod. Gdy Twoi fani wpiszą się na listę możesz wysyłać im np. informformacje, jak mogą taniej kupować Twoje płyty kompaktowe (pomocny może się okazać internetowy sklep z muzyką) czy zapowiedzi zbliżających się koncertów.
Spraw by na stronie panowała dość swojska atmosfera :) Rozmawiaj z fanami i wpisuj komentarze na ich stronach także. Jeśli troszczysz się o nich to oni będą troszczyć się o Ciebie. Fajnie jeśli doda się kilka informacji osobistych o sobie lub członkach zespołu - zawsze jest co poczytać :) Ważne są też zdjęcia. Najlepiej zarówno te robione przez profesjonalistów jak i te prywatne. Oczywiście pozwól też aby fani mogli pobrać jedną lub dwie mp3.
Jak zdobywać nowych fanów na MySpace? Proponuję aby akceptować wszystkich którzy wysłali zaproszenie bez żadnego ale. Sugeruję też nie przesadzać w dodawaniu zespołów do znajomych ponieważ rzadko kiedy będą zainteresowani Twoją muzyką. Jeśli nie masz nic wspólnych przedsięwzięć z danym zespołem to nie powinno Ci zależeć na nim ale na jego fanach. Musisz zastanowić się które zespołu brzmią podobnie do Ciebie i następnie wejść na ich strony w poszukiwaniu fanów. Nie ma jednak sensu rozsyłanie na ślepo zaproszeń do wszystkich znajomych danego zespołu. Skup się na tych, którzy wypisują komentarze - to oni są najaktywniejszymi użytkownikami i słuchają zamieszczonych utworów. Zaproś ich do znajomych i wyślij wiadomość w której powinieneś się przedstawić i zaprosić do odwiedzenia Twojej strony. Najlepiej jeśli poświęcisz takiemu zabiegowi godzinę lub dwie dziennie, po jakimś czasie na pewno zobaczysz efekty. Sama muzyka to nie wszystko, warto wykorzystać do zachęcania także inne formy takie jak Youtube. Do nakręcenia filmików mogą posłużyć aparaty cyfrowe, które nie są obecnie takie drogie a ich jakość jest coraz lepsza.
Mam nadzieję, że niektóre ze wskazówek okażą się pomocne. Życzę owocnych łowów :)
http://artelis.pl/artykuly/17984/jak-promowac-swoja-muzyke-na-myspace
środa, 2 marca 2011
Muzyka diabła – Tom Waits
O Tomie Waitsie ostatnio głośno było z powodu niezłej roli w kinowym hicie – Parnassusie. Zagrał tam diabła i pewnie poszło mu tak dobrze, bo jego sceniczne wcielenie również jest odrobinę diabelskie...
homas Alan Waits urodził się 7 grudnia 1949 roku w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Po ukończeniu szkoły zdecydował się na wędrówkę po swoim kraju. Mieszkał w tym czasie w różnych miejscach, imał się różnych zajęć a poczynione obserwacje dostarczyły mu wielu inspiracji do pisania piosenek. Komponować zaczął pod koniec lat 60-tych, prawdziwa popularność przyszła w drugiej połowie lat 80tych i utrzymuje się aż do teraz. Prywatnie, aktor żonaty jest z Kathlen Brennan i ma troje dzieci o nieco ekscentrycznych imionach Kellesimone, Casey Xavier i Sullivan.
Muzycznie, jego twórczość jest bardzo trudna do sklasyfikowania. Jego muzyka najczęściej określana jest jako progresywny rock, jednak nie oddaje to w najmniejszym stopniu jej istoty. Krzyżują się w niej wpływy jazzu, bluesa, folka, rock and rolla i tradycyjnego popu a całość utrzymana jest w raczej mrocznych klimatach. Dorobek Waitsa rozpoczyna, ironicznie, spokojny „Closing Time” a jeśli chodzi o kompozycje oryginalne kończy póki co wydany w 2004 roku „Real Gone”. Waits jest również instrumentalistą i gra na instrumentach klawiszowych, gitarze i akordeonie, jednak jak sam przyznaje, nie jest wirtuozem, dlatego najczęściej towarzyszy mu zespół.
W twórczości Waitsa równie istotne jak warstwa muzyczna są jego teksty – są to poezje jego autorstwa. Prawie bez wyjątków osobiste, mroczne, cyniczne, melancholijne, ironiczne i zakrapiane czarnym humorem teksty są nie do wyobrażenia w innym wykonaniu. Dodać tu należy, że Waits ma niezwykle charakterystyczną barwę głosu, jego wokal jest szorstki, zachrypły, załamujący się i mający tendencję do fałszowania. Wszystkie te cechy decydują o charyzmie artysty, który ma wiernych fanów we wszystkich częściach globu.
Twórczość Waitsa zmieniała się na przestrzeni lat. Im wcześniejszy krążek, tym łatwiej o melancholijne ballady. Im późniejszy, tym Waits chętniej eksperymentował i podnosił znaczenie sekcji rytmicznej. Dlatego warto poznać przynajmniej kilka różnych utworów artysty, bo o ile może okazać się, że jego twórczość w całości zbytnio nas pogrąża, to mamy ogromne szanse znaleźć w niej swój ulubiony wycinek.
http://artelis.pl/artykuly/17992/muzyka-diabla-tom-waits
homas Alan Waits urodził się 7 grudnia 1949 roku w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Po ukończeniu szkoły zdecydował się na wędrówkę po swoim kraju. Mieszkał w tym czasie w różnych miejscach, imał się różnych zajęć a poczynione obserwacje dostarczyły mu wielu inspiracji do pisania piosenek. Komponować zaczął pod koniec lat 60-tych, prawdziwa popularność przyszła w drugiej połowie lat 80tych i utrzymuje się aż do teraz. Prywatnie, aktor żonaty jest z Kathlen Brennan i ma troje dzieci o nieco ekscentrycznych imionach Kellesimone, Casey Xavier i Sullivan.
Muzycznie, jego twórczość jest bardzo trudna do sklasyfikowania. Jego muzyka najczęściej określana jest jako progresywny rock, jednak nie oddaje to w najmniejszym stopniu jej istoty. Krzyżują się w niej wpływy jazzu, bluesa, folka, rock and rolla i tradycyjnego popu a całość utrzymana jest w raczej mrocznych klimatach. Dorobek Waitsa rozpoczyna, ironicznie, spokojny „Closing Time” a jeśli chodzi o kompozycje oryginalne kończy póki co wydany w 2004 roku „Real Gone”. Waits jest również instrumentalistą i gra na instrumentach klawiszowych, gitarze i akordeonie, jednak jak sam przyznaje, nie jest wirtuozem, dlatego najczęściej towarzyszy mu zespół.
W twórczości Waitsa równie istotne jak warstwa muzyczna są jego teksty – są to poezje jego autorstwa. Prawie bez wyjątków osobiste, mroczne, cyniczne, melancholijne, ironiczne i zakrapiane czarnym humorem teksty są nie do wyobrażenia w innym wykonaniu. Dodać tu należy, że Waits ma niezwykle charakterystyczną barwę głosu, jego wokal jest szorstki, zachrypły, załamujący się i mający tendencję do fałszowania. Wszystkie te cechy decydują o charyzmie artysty, który ma wiernych fanów we wszystkich częściach globu.
Twórczość Waitsa zmieniała się na przestrzeni lat. Im wcześniejszy krążek, tym łatwiej o melancholijne ballady. Im późniejszy, tym Waits chętniej eksperymentował i podnosił znaczenie sekcji rytmicznej. Dlatego warto poznać przynajmniej kilka różnych utworów artysty, bo o ile może okazać się, że jego twórczość w całości zbytnio nas pogrąża, to mamy ogromne szanse znaleźć w niej swój ulubiony wycinek.
http://artelis.pl/artykuly/17992/muzyka-diabla-tom-waits
Wpływ muzyki na nasz nastrój
Czy muzyka faktycznie łagodzi obyczaje. W zasadzie w większości momentów naszego życia towarzyszy nam muzyka. Słysząc dany utwór przychodzą nam na myśl wspomnienia zeszłych wakacji, miłe chwile spędzone z ukochaną osobą, ale także chwile cierpienia i smutku?
Czy muzyka faktycznie łagodzi obyczaje. W zasadzie w większości momentów naszego życia towarzyszy nam muzyka. Słysząc dany utwór przychodzą nam na myśl wspomnienia zeszłych wakacji, miłe chwile spędzone z ukochaną osobą, ale także chwile cierpienia i smutku. Muzyka towarzyszy nam na weselu i na pogrzebie, w kościele i na dyskotece, rano i wieczorem, w domu i w lesie, w którym wsłuchujemy się w śpiew ptaków; szum drzew i morza to też pewien rodzaj muzyki. W zasadzie jest ona nieodłącznym elementem naszego życia i chociaż na co dzień się nad tym nie zastanawiamy i nie zdajemy sobie z tego sprawy to nie jesteśmy w stanie się bez niej obyć. Kiedy wracamy znużeni, zdenerwowani włączamy nasze ulubione utwory żeby się wyciszyć odpocząć, kiedy sprzątamy lub wykonujemy ćwiczenia ruchowe muzyka dodaje nam energii, kiedy jest nam wesoło lubimy podskakiwać w rytm muzyki, pod prysznicem też wielu z nas lubi pośpiewać. Od lat muzyka spełnia niezwykle ważną rolę, czy wyobrażamy sobie obejrzeć film czy spektakl, w którym nie było by muzyki, to ona buduje nastrój grozy, radości i smutku, nie tylko na ekranie czy scenie, również w życiu nasz nastrój potrafi zmieniać się pod wpływem rytmu, rodzaju i nagłośnienia muzyki. Dlatego nie powinniśmy zapominać, że muzyka jest najlepszym antydepresantem na świecie. Jeżeli mamy problem, jest nam smutno, to włączmy radosną muzykę, tę która przypomina nam te dobre chwile, wtedy będzie nam łatwiej zapomnieć o wszystkich niepowodzeniach.
http://artelis.pl/artykuly/18949/wplyw-muzyki-na-nasz-nastroj
Czy muzyka faktycznie łagodzi obyczaje. W zasadzie w większości momentów naszego życia towarzyszy nam muzyka. Słysząc dany utwór przychodzą nam na myśl wspomnienia zeszłych wakacji, miłe chwile spędzone z ukochaną osobą, ale także chwile cierpienia i smutku. Muzyka towarzyszy nam na weselu i na pogrzebie, w kościele i na dyskotece, rano i wieczorem, w domu i w lesie, w którym wsłuchujemy się w śpiew ptaków; szum drzew i morza to też pewien rodzaj muzyki. W zasadzie jest ona nieodłącznym elementem naszego życia i chociaż na co dzień się nad tym nie zastanawiamy i nie zdajemy sobie z tego sprawy to nie jesteśmy w stanie się bez niej obyć. Kiedy wracamy znużeni, zdenerwowani włączamy nasze ulubione utwory żeby się wyciszyć odpocząć, kiedy sprzątamy lub wykonujemy ćwiczenia ruchowe muzyka dodaje nam energii, kiedy jest nam wesoło lubimy podskakiwać w rytm muzyki, pod prysznicem też wielu z nas lubi pośpiewać. Od lat muzyka spełnia niezwykle ważną rolę, czy wyobrażamy sobie obejrzeć film czy spektakl, w którym nie było by muzyki, to ona buduje nastrój grozy, radości i smutku, nie tylko na ekranie czy scenie, również w życiu nasz nastrój potrafi zmieniać się pod wpływem rytmu, rodzaju i nagłośnienia muzyki. Dlatego nie powinniśmy zapominać, że muzyka jest najlepszym antydepresantem na świecie. Jeżeli mamy problem, jest nam smutno, to włączmy radosną muzykę, tę która przypomina nam te dobre chwile, wtedy będzie nam łatwiej zapomnieć o wszystkich niepowodzeniach.
http://artelis.pl/artykuly/18949/wplyw-muzyki-na-nasz-nastroj
Nowe miejsce spotkań fanów rocka i metalu.
Słuchasz metalu lub rocka ? Chcesz wiedzieć co dzieje się na rynku muzycznym lub porozmawiać w dobrej atmosferze z innymi o swoich zainteresowaniach ?
Mimo bardzo wielu stronom poświęconym wszelkim rodzajom muzyki w internecie brakuje tych , poświęconych ostremu graniu . Większość dotychczasowych stron poświęcona właśnie temu rodzajowi muzyki była zrobiona chaotycznie co sprawiało że zaglądałeś na taką stronę najwyżej raz . Dlatego zdecydowaliśmy się na założenie nowego , tematycznego forum . Jego główne zadanie to przede wszystkim stworzenie miejsca spotkań wszystkich fanów cięższych brzmień , dzielenie się opiniami , promowanie nowych kapel oraz poznawanie nowych ludzi . Pomysł na założenie strony wyrósł dużo wcześniej ,lecz dopiero niespełna rok temu pozyskaliśmy odpowiednie środki oraz zgromadziliśmy osoby z dużą wiedzą na temat muzyki metalowej . Już teraz posiadamy ciekawą i unikalną społeczność do której możesz dołączyć. Sprawdzisz zapowiedzi koncertów i zobaczysz z kim można się na nie wybrać. Dzięki odpowiednim podziałom wielu odmian muzyki metalowej , szybko odnajdziesz swoje ulubione brzmienia . Znajdziesz tam nowości jak również komentarze do starszych ,klimatycznych kawałków które poszerzą twoją obecną wiedzę o zespołach rock/metal. Rozmawiaj na kontrowersyjne tematy / Poznawaj nowe zespoły / Przeglądaj newsy / Dyskutuj o muzyce . Staramy się aby forum miało przejrzystą formę było czytelne i przyjazne dla użytkowników . Wśród naszej społeczności możesz znaleźć ludzi zajmujących się różnymi dziedzinami , nie tylko artystów ale również zwykłych ludzi mających własne zdanie o scenie muzycznej .Jesteśmy otwartą społecznością, Nie krytykujemy gustów. Jesteśmy otwarci na interesujące pomysły i oryginalne inicjatywy. Z nami poszerzysz swoje horyzonty i poznasz nowych, ciekawych ludzi . Zapraszamy na nasze forum ostrych brzmień.
http://artelis.pl/artykuly/20110/nowe-miejsce-spotkan-fanow-rocka-i-metalu
Mimo bardzo wielu stronom poświęconym wszelkim rodzajom muzyki w internecie brakuje tych , poświęconych ostremu graniu . Większość dotychczasowych stron poświęcona właśnie temu rodzajowi muzyki była zrobiona chaotycznie co sprawiało że zaglądałeś na taką stronę najwyżej raz . Dlatego zdecydowaliśmy się na założenie nowego , tematycznego forum . Jego główne zadanie to przede wszystkim stworzenie miejsca spotkań wszystkich fanów cięższych brzmień , dzielenie się opiniami , promowanie nowych kapel oraz poznawanie nowych ludzi . Pomysł na założenie strony wyrósł dużo wcześniej ,lecz dopiero niespełna rok temu pozyskaliśmy odpowiednie środki oraz zgromadziliśmy osoby z dużą wiedzą na temat muzyki metalowej . Już teraz posiadamy ciekawą i unikalną społeczność do której możesz dołączyć. Sprawdzisz zapowiedzi koncertów i zobaczysz z kim można się na nie wybrać. Dzięki odpowiednim podziałom wielu odmian muzyki metalowej , szybko odnajdziesz swoje ulubione brzmienia . Znajdziesz tam nowości jak również komentarze do starszych ,klimatycznych kawałków które poszerzą twoją obecną wiedzę o zespołach rock/metal. Rozmawiaj na kontrowersyjne tematy / Poznawaj nowe zespoły / Przeglądaj newsy / Dyskutuj o muzyce . Staramy się aby forum miało przejrzystą formę było czytelne i przyjazne dla użytkowników . Wśród naszej społeczności możesz znaleźć ludzi zajmujących się różnymi dziedzinami , nie tylko artystów ale również zwykłych ludzi mających własne zdanie o scenie muzycznej .Jesteśmy otwartą społecznością, Nie krytykujemy gustów. Jesteśmy otwarci na interesujące pomysły i oryginalne inicjatywy. Z nami poszerzysz swoje horyzonty i poznasz nowych, ciekawych ludzi . Zapraszamy na nasze forum ostrych brzmień.
http://artelis.pl/artykuly/20110/nowe-miejsce-spotkan-fanow-rocka-i-metalu
Viva La Vida...
Chris Martin oraz jego koledzy z zespołu Coldplay wizualnie nie wyróżniają się niczym. Jednak ci muzycy zdobyli serca słuchaczy na całym świecie i na dzień dzisiejszy Coldplay to największa marka we współczesnej muzyce rozrywkowej. Warto przyjrzeć się grupie Martina bliżej przez pryzmat ich ostatniego albumu "Viva La Vida...".
http://artelis.pl/artykuly/21787/viva-la-vida
Coldplay to obecnie najpopularniejsza kapela grająca alternatywny rock. Trudno powiedzieć, co tak naprawdę leży u podstaw ich wielkiego sukcesu. Być może to, że ich muzyka jest ambitna, niepoddająca się presji rynku, a jednocześnie przyjazna masowemu odbiorcy, bo nie jest przesadnie wyrafinowana. Cokolwiek by to nie było, faktem jest, że Coldplay się sprzedaje i każda ich płyta jest wydarzeniem. Tak było z ich najnowszym dziełem zatytułowanym „Viva La Vida Or Death And All His Friends”, którego nazwa została zaczerpnięta z obrazu malarki Fridy Kahlo („Viva La Vida”). Zresztą chłopaki z Coldplay, bardzo zainteresowali się malarstwem podczas sesji nagraniowej do tego albumu. Okładkę „Viva La Vida Or Death And All His Friends” zdobi obraz francuskiego malarza Eugene’a Delacroix z 1830 roku, „Wolność wiodąca lud na barykady”, natomiast w alternatywnym teledysku do utworu tytułowego z płyty wokalista zespołu Chris Martin wędruje po Hadze z obrazem pod pachą.
To mój ulubiony album tej grupy, na równi z „Parachutes” oczywiście. Co prawda nie ma na nim evergreenów, takich jak: „Don’t Panic”, „Spies”, „Yellow”, „Trouble”, „Clocks” czy „Speed of Sound” z poprzednich albumów, ale „Viva La Vida Or Death And All His Friends” stanowi zwartą, przemyślaną konstrukcję. Słychać dojrzałość w każdym utworze z tej płyty i co bardzo ważne, te utwory nie wylecą mi tak szybko z głowy. Coś takiego, miało miejsce z ich poprzednim dokonaniem, „X&Y”, z której do dzisiaj pamiętam tylko „Speed of Sound”, będący upgradowaną wersją „Clocks” z albumu „A Rush of Blood to the Head” oraz „Talk”, piosence opartej na syntezatorowym riffie, pochodzącym z utworu „Computer Love” grupy Kraftwerk.Tytuł „Viva La Vida…” może bardzo zmylić. Mimo tego, że nazwa albumu wzięła się od obrazu Kahlo, że zespół nagrywał go między innymi w Barcelonie, to jest to album bardzo brytyjski, choć lepszym określeniem byłoby „wyspiarski”, broń Boże hiszpański. W nowych piosenkach Coldplay, słychać wpływy wielu brytyjskich twórców (The Beatles, Peter Gabriel, The Police, Radiohead) oraz irlandzkiej supergrupy U2 do której członkowie Coldplay uwielbiają być porównywani.
Album rozpoczyna „Life in Technicolor”, pierwszy instrumentalny utwór w historii zespołu, będący efektem współpracy Coldplay z Jonem Hopkinsem, twórcą muzyki elektronicznej. Grupa nagrała z nim także, fragment utworu „Death And All His Friends”, zatytułowany „The Escapist”, nawiązujący do „Life in Technicolor”, który ładnie zamyka album. „Life in Technicolor” ładnie przechodzi w „Cemeteries of London”, w którym najbardziej charakterystycznym elementem jest etniczna pulsacja, obecna również w genialnym „Lost!" .Ten kawałek wyróżnia się jeszcze w inny sposób. Mianowicie słychać w nim „funkujące” kościelne organy. „42” to bardzo intrygujący materiał. Rozpoczyna się bowiem jak typowa ballada zespołu. Jest tylko Chris Martin, który śpiewa i gra na pianinie, ale tuż przed końcem drugiej minuty, nagranie zaczyna się rozpędzać, żeby się przeistoczyć w stadionowy hymn. Chciałoby się napisać, że piosenki „Lovers In Japan / Reign Of Love”, „Yes” oraz “Death And All His Friends” to jak „42”, również złożone, wielowątkowe kompozycje. Niestety, tak nie jest. W tych przypadkach mamy dwa utwory połączone w jedną całość. Po co? Niewiadomo. Może, po prostu członkowie zespołu uznali, że tak jest bardziej cool? Ja na przykład nie widzę zbytniego związku pomiędzy błahą, „stadionową”, popową pioseneczką „Lovers In Japan” a delikatną fortepianową balladą „Reign of Love”. Ale tak widocznie musiało być. W końcu nad tym albumem czuwał sam Brian Eno (choć są tacy, którzy twierdzą, że jego muzyczne wizje nie są dzisiaj warte funta kłaków). Co by nie pisać o Eno, jego produkcje zawsze są wzorem dla innych (już kilka razy albumy U2 produkowane przez niego zgarniały nagrody Grammy) i słychać tę wzorcową produkcję tutaj, szczególnie w utworze tytułowym. Co prawda, moim zdaniem, oni wszyscy tutaj przesadzili, bo utwór „Viva La Vida” brzmi sztucznie. Porwali się z motyką na słońce, ale nie sposób nie docenić tej produkcji i tego kunsztu wykonawczego (wielkie brawa dla Davide Rossiego, który zaaranżował i zagrał wszystkie partie smyków). Jakby tego było mało, członkowie zespołu Creaky Boards oskarżyli Coldplay o zbyt daleko idącą inspirację ich utworem „The Song I Didn’t Write” przy nagrywaniu „Viva La Vida”. Rzeczywiście, nie da się ukryć, że melodia podobna, aczkolwiek Amerykanie mają ten, swój utwór lepszy, bo nie taki „nadmuchany”.
Nie wiem, czy najlepszym utworem z tej płyty, nie jest utwór najbardziej oczywisty, najprostszy, wyraźnie nawiązujący do poprzednich dokonań zespołu – „Violet Hill”. Ale to, nie jest taka głupia piosenka. Niby prosty, rockowy utwór, w którym wszystko się kręci wokół wyszczerbionych, zniekształconych dźwięków gitary Jonnego Bucklanda, a Martin śpiewa w niej, coś o karnawałach, jakimś tam grudniu, wojnach, religiach, a jednak jest to, pierwszy antywojenny utwór Coldplay. Wydaje mi się, że właśnie „Violet Hill”, rozpowszechniany od 29 kwietnia do 6 maja za darmo za pośrednictwem Internetu (2 miliony ściągnięć) nakręcił olbrzymią sprzedaż nowego albumu kapeli. Choć w sumie nie musiało tak być, w końcu Coldplay mają już renomę.http://artelis.pl/artykuly/21787/viva-la-vida
Podkłady muzyczne
W dzisiejszych czasach technologia tak poszła do przodu, że każdy kompozytor może tworzyć swoje własne utwory w domowym studio. W jaki sposób stworzyć sobie takie miejsce pracy?
Początki zawsze są trudne. Zawsze tak jest, ale nie można się zrażać ponieważ każdy człowiek jest w stanie pokonać takie trudności. Z tworzeniem swojego domowego studia jest podobnie. W przypadku, gdy jesteśmy już trochę obeznani z komputerami, internetem i innymi urządzeniami sprawa jest dużo prostsza.
Podkłady muzyczne zaczniesz tworzyć, gdy zaopatrzysz się w następujący sprzęt: komputer, klawiatura sterująca, wtyczki VSTi, program DAW oraz słuchawki i monitory studyjne. Te wszystkie rzeczy są niezbędne nawet w przypadku domowych produkcji muzycznych. Postaram się teraz dokładnie opisać co z czym się wiąże oraz jak osiągnąć oczekiwany efekt.
Komputer to takie serce domowego studia. Musisz zainstalować na nim program DAW czyli środowisko muzyczne, w którym będziesz komponował. Ja ze swojej strony na początek polecam FL Studio jednak najlepiej będzie, jeśli sprawdzisz wszystkie dostępne programy na rynku i dobierzesz sobie najodpowiedniejszy dla siebie.
Kolejna sprawa to klawiatura sterująca. Będzie ona potrzebna do grania na wtyczkach VSTi w czasie rzeczywistym. Możesz również wykorzystać do tego celu klawiaturę komputera ale to bardzo niewygodny sposób. Klawiaturę sterującą możesz w najgorszym wypadku zrobić z Keyboard'a podłączając go do komputera przez interfejs midi.
Słuchawki i monitory studyjne również będą Ci bardzo potrzebne. Gdy dojdziesz do etapu robienia mixu i masteringu w swoich utworach będziesz musiał regulować całość na podstawie właśnie tego dźwięku ze słuchawek i monitorów studyjnych. Co to są monitory studyjne? To po prostu głośniki, które nie mają podbitych żadnych tonów. Ukazują Ci one prawdziwy obraz Twojego utworu bez zbędnych dodatków i podbić.
Warto również swój materiał świeżo po nagraniu słuchać w samochodzie, iPodzie itp, zanim pochwalisz się swoim znajomym swoją najnowszą produkcją musisz być pewnien, że mix i mastering utworu jest w miarę przyzwoicie wykonany i nie będzie brzmiał gorzej na sprzęcie Twoich znajomych. W domowych warunkach trudno jest osiągnąć idealny efekt ale pewne podstawowe sprawy są do wykonania.
Gdy już będziesz posiadał swoje domowe studio nie może zabraknąć w nim wirtualnych instrumentów i efektów. Na szczęście tzw. wtyczki VST są dostępne w internecie dla każdego, często nawet za darmo. Jeśli będziesz potrzebował ciekawych wtyczek szukaj ich również na moim blogu.
http://artelis.pl/artykuly/23094/podklady-muzyczne
Początki zawsze są trudne. Zawsze tak jest, ale nie można się zrażać ponieważ każdy człowiek jest w stanie pokonać takie trudności. Z tworzeniem swojego domowego studia jest podobnie. W przypadku, gdy jesteśmy już trochę obeznani z komputerami, internetem i innymi urządzeniami sprawa jest dużo prostsza.
Podkłady muzyczne zaczniesz tworzyć, gdy zaopatrzysz się w następujący sprzęt: komputer, klawiatura sterująca, wtyczki VSTi, program DAW oraz słuchawki i monitory studyjne. Te wszystkie rzeczy są niezbędne nawet w przypadku domowych produkcji muzycznych. Postaram się teraz dokładnie opisać co z czym się wiąże oraz jak osiągnąć oczekiwany efekt.
Komputer to takie serce domowego studia. Musisz zainstalować na nim program DAW czyli środowisko muzyczne, w którym będziesz komponował. Ja ze swojej strony na początek polecam FL Studio jednak najlepiej będzie, jeśli sprawdzisz wszystkie dostępne programy na rynku i dobierzesz sobie najodpowiedniejszy dla siebie.
Kolejna sprawa to klawiatura sterująca. Będzie ona potrzebna do grania na wtyczkach VSTi w czasie rzeczywistym. Możesz również wykorzystać do tego celu klawiaturę komputera ale to bardzo niewygodny sposób. Klawiaturę sterującą możesz w najgorszym wypadku zrobić z Keyboard'a podłączając go do komputera przez interfejs midi.
Słuchawki i monitory studyjne również będą Ci bardzo potrzebne. Gdy dojdziesz do etapu robienia mixu i masteringu w swoich utworach będziesz musiał regulować całość na podstawie właśnie tego dźwięku ze słuchawek i monitorów studyjnych. Co to są monitory studyjne? To po prostu głośniki, które nie mają podbitych żadnych tonów. Ukazują Ci one prawdziwy obraz Twojego utworu bez zbędnych dodatków i podbić.
Warto również swój materiał świeżo po nagraniu słuchać w samochodzie, iPodzie itp, zanim pochwalisz się swoim znajomym swoją najnowszą produkcją musisz być pewnien, że mix i mastering utworu jest w miarę przyzwoicie wykonany i nie będzie brzmiał gorzej na sprzęcie Twoich znajomych. W domowych warunkach trudno jest osiągnąć idealny efekt ale pewne podstawowe sprawy są do wykonania.
Gdy już będziesz posiadał swoje domowe studio nie może zabraknąć w nim wirtualnych instrumentów i efektów. Na szczęście tzw. wtyczki VST są dostępne w internecie dla każdego, często nawet za darmo. Jeśli będziesz potrzebował ciekawych wtyczek szukaj ich również na moim blogu.
http://artelis.pl/artykuly/23094/podklady-muzyczne
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

